Pandemia w Wielkiej Brytanii – o sytuacji na Wyspach lekarz psychiatra


W Anglii już dłużej osobisty kontakt z pacjentem nie był wymagany podczas porady lekarskiej. Opieka medyczna wydaje się mieć większe doświadczenie w udzielaniu porad bez osobistego zbadania pacjenta.

 

Lek. MARIANNA ROGOWSKA, lek. JUSTYNA GRZEGÓŁKOWSKA

 

Justyna Grzegółkowska: Jakie panują obecnie nastroje w trakcie pandemii w Wielkiej Brytanii?

Marianna Rogowska: Myślę, że nastroje są podobne do polskich i wiele problemów, z którym się wszyscy borykamy jest uniwersalnych. Obecnie w Wielkiej Brytanii jest lockdown, czyli ograniczenie przemieszczania się, zalecenie, żeby być w domu, o ile nie trzeba koniecznie wychodzić. Należy pracować z domu, jeżeli tylko to możliwe. Wydaje się być dość spokojnie, aczkolwiek, wszyscy są zaniepokojeni obecną sytuacją.

Jak wygląda praca lekarza psychiatrii? Czy wprowadzono dużo zmian z związku z zaistniałą sytuacją ogólnoświatowej pandemii?

Na co dzień pracuję w zespole środowiskowym i poradni, a dyżuruję w szpitalach psychiatrycznych i ogólnych (jako konsultujący psychiatra). Zmieniło się bardzo dużo, szczególnie dlatego, że pracuję w zespole psychiatrycznym dla osób starszych. Większość naszych pacjentów to pacjenci wysokiego ryzyka komplikacji zakażeniem SARS-CoV-2 i muszą izolować się w domu przez okres minimim 12 tygodni. W związku z tym znacznie ograniczyliśmy kontakt bezpośredni i wizyty domowe, które były podstawą opieki. Kiedy tylko możliwe organizujemy teleporady albo wizyty wirtualne — jeżeli ktoś po stronie pacjenta ma komputer, można odbyć wideorozmowę. W wyniku tych zmian dużo pracuję z domu. Prowadzę również psychoterapię poznawczo-behawioralną (CBT) drogą elektroniczną. Jak widać zmieniło się dużo, nie tylko w psychiatrii, ale też wiele innych dziedzin pracuje zdalnie w miarę możliwości. Zalecenie jest takie, żeby unikać szpitali i przychodzenia do poradni lekarza rodzinnego. Badania bezpośrednie są nadal oferowane, ale znacznie ograniczone.

Jakie są głównie środki bezpieczeństwa wprowadzone dla lekarzy, którzy pracują bezpośrednio z pacjentami?

To jest gorący temat, ponieważ wszyscy, cały świat, ma w tej chwili niedobór środków ochrony osobistej. Słyszałam, że w Polsce pojawił się problem braku nawet podstawowych środków ochrony osobistej takich jak maseczki, ale w Anglii też ten problem się pojawia. Być może jest inna skala problemu, ale zdecydowanie problem istnieje. Co ciekawe, zmieniają się wytyczne dotyczące środków ochrony osobistej — początkowo cały personel oddziałowy chodził w maseczkach FFP3 gdy potwierdzono przypadki Covid-19 na oddziale, ale szybko ich zabrakło. Kilka tygodni temu zmieniono zalecenia i obecnie wodoodporna maseczka chirurgiczna, plastikowy fartuch i rękawiczki są zalecane przy opiece nad pacjentem, nawet z potwierdzoną chorobą Covid-19. Wyższy stopień zabezpieczenia (maseczka FFP3, gogle/przyłbica, plastikowy fartuch z długim rękawem i rękawiczki) zalecane są przy tzw. procedurach wytwarzających aerozol (aerosol generating procedures, AGP), czyli np. intubacji lub resuscytacji, a w psychiatrii przy interwencjach z pacjentami pobudzonymi i agresywnymi, którzy nieraz plują na personel. Zalecenia zmieniały się w ciągu ostatnich dwóch miesięcy kilka razy i zastanawiam się na ile jest to podyktowane nauką, a na ile dostępnością środków i ich kosztami. Różnica w porównaniu do Polski jest też taka, że w Londynie nie widziałam jeszcze nikogo, kto by był w kombinezonie ochronnym.

Sprawiają wrażenie łagodniejszych, niż na przykład w Polsce.

Tak się wydaje.

Czy w obecnej sytuacji lekarze pracujący w Wielkiej Brytanii czują się bezpiecznie?

To zależy. Wydaje mi się, że nastroje wśród lekarzy są względnie dobre, natomiast inaczej to wygląda wśród reszty pracowników, czyli pielęgniarzy i pielęgniarek, asystentów pielęgniarzy, zespołu sprzątającego i wszystkich innych osób pracujących bezpośrednio z pacjentem. W Wielkiej Brytanii rola pielęgniarek i asystentów pielęgniarek jest inna niż w Polsce — mają więcej bezpośredniego kontaktu z pacjentem, a rola lekarza często jest ograniczona do porady, przepisywania leków i mają mniej bezpośredniego niż w Polsce. Zdarza się w szpitalach, że brakuje środków ochrony osobistej, a nawet mydła, ponieważ zamówienie nie zostało dostarczone, co negatywnie wpływa na poczucie bezpieczeństwa personelu. Na szczęście te problemy są szybko rozwiązywane.

W Zjednoczonym Królestwie wiele mówi się też o podwyższonym ryzyku dla osób z mniejszości etnicznych (BAME — Black, Asian and Ethnic Minority), wśród których śmiertelność na Covid-19 jest wyższa. Dyskutuje się czy predysponuje ich zmienność biologiczna, czy natura pracy, którą wykonują, ponieważ wiele osób z tych mniejszości etnicznych pracuje właśnie jako pielęgniarze, asystenci pielęgniarzy lub salowi. Zauważyłam nawet wśród mojego zespołu, że osoby z mniejszości etnicznych obawiają się zakażenia znacznie bardziej niż Brytyjczycy i inne białe narodowości.

Warto też wspomnieć, że społeczeństwo Brytyjskie spisuje się na medal w kwestii wsparcia pracowników NHSu (National Health Service, brytyjski NFZ) — dostajemy wiele emocjonalnego wsparcia (jak cotygodniowe czwartkowe oklaski o 20.00), obiady, napoje i przekąski z lokalnych restauracji finansowanych z lokalnych zrzutek; są inicjatywy wsparcia psychologicznego, które m.in. organizuję wraz z kolegami z psychiatrii, specjalne pokoje w szpitalach do zrelaksowania się (niektóre mają nawet spokojną muzykę, kadzidełka i sesje mindfulness!), a supermarkety ogłosiły specjalne godziny otwarcia dla pracowników ochrony zdrowia. To nie poprawia bezpośrednio bezpieczeństwa, ale na pewno podnosi na duchu.

Jak wygląda aktualnie opieka medyczna dla Polaków mieszkających w Wielkiej Brytanii?

Niewiele się zmieniło, bo tak naprawdę wszyscy, którzy przebywają legalnie w Wielkiej Brytanii, mają prawo do darmowej opieki medycznej — tutaj nie ma ubezpieczenia zdrowotnego. Opieka dla imigrantów zmieniła się tak samo jak dla wszystkich innych: więcej telemedycyny, mniej kontaktu bezpośredniego. Osoby z zagranicy mają taka samą opiekę jak obywatele.

Co powinni zrobić obywatele polscy jeżeli stwierdzą u siebie objawy zakażenia lub konieczność kontaktu z lekarzem?

Zalecenia w tej chwili są takie, że jeżeli ktoś ma gorączkę, czyli temperaturę ciała 37,8 ℃ i więcej lub uciążliwy kaszel, to powinien izolować się w domu przez 7 dni od momentu, kiedy pojawił się pierwszy objaw, a bezobjawowi domownicy przez 14 dni. Ósmego dnia od wystąpienia objawów można wrócić do pracy o ile nie miało się gorączki przez min. 2 dni. Nie należy kontaktować się z lekarzem ani ze szpitalem, chyba że występuje duszność lub inne poważne objawy. Wówczas należy zadzwonić pod numer alarmowy NHS 111 i tam można uzyskać poradę co zrobić i do kogo się zgłosić. W sytuacjach zagrożenia życia nadal funkcjonuje też numer pogotowia 999 lub alarmowy 112.

Jak się odnajdują się lekarze pracując w formie zdalnej i czy jest sens kontynuowania telemedycyny po zakończeniu pandemii?

Początkowo było to bardzo stresujące, ale powoli się do tego przyzwyczajam. Pracuję w dość nietypowej dziedzinie, psychiatrii, w której łatwiej niż w innych dziedzinach medycyny jest przeprowadzić wizyty telefoniczne lub wirtualne. Z drugiej strony pracuję z osobami starszymi, co nieraz jest wyzwaniem — wiele osób, na przykład, nie słyszy, co mówię przez telefon, a wizyty wirtualne są trudne do zorganizowania, ponieważ mało która osoba starsza ma internet, więc jeżeli nie ma dzieci bądź wnuków w domu, to nie da się tego zrobić. Coraz częściej się zdarza, że trzeba po prostu założyć cały ekwipunek i jechać na wizytę domową. Nie jestem pewna jak to odbywa się w innych dziedzinach medycyny, na pewno porady z lekarzem rodzinnym są głównie przez telefon. Uważam, że to działa całkiem nieźle. Brytyjczycy mają większe doświadczenie w udzielaniu konsultacji przez telefon niż polscy lekarze. Uważam, że jest to dobra droga komunikacji. Oczywiście istnieje zwiększone ryzyko błędu, kiedy się nie widzi pacjenta i jego otoczenia, rodziny, czy reakcji pacjenta na nasze słowa i tracimy całą komunikację niewerbalną, ale dzięki teleporadom można często szybciej wdrożyć interwencję — telefon można wykonać szybko, w dniu skierowania, a na wizytę domową trzeba czekać dłużej, bo mniej można ich zrobić w ciągu dnia. Telemedycyna ma wady i zalety, ale moim zdaniem nie powinna na stałe zastąpić kontaktu pacjenta z lekarzem.

Czy funkcjonuje w Wielkiej Brytanii forma e-recept?

Tak. Nie znam szczegółów ich funkcjonowania, ponieważ w mojej poradni nie przepisuję leków bezpośrednio, a jedynie proszę lekarza rodzinnego, żeby zalecone przeze mnie leki dopisał do swoich recept. Robimy tak, żeby ograniczyć ryzyko przepisywania leków przez różne poradnie, które nie komunikują się ze sobą; dzięki temu sposobowi lekarz rodzinny ma pełną listę leków przyjmowanych przez danego pacjenta.

Jako pacjent skorzystałam ostatnio z e-recept — porozmawiałam z lekarzem rodzinnym przez telefon, umówiliśmy się, że recepta dla mnie zostanie wystawiona. Zapytano mnie, do której apteki ją wysłać, a ja podałam adres mojej lokalnej apteki i zostały mi wydane jeszcze tego samego dnia.

 

Marianna Rogowska jest lekarzem w trakcie specjalizacji z psychiatrii. Pracuje w South London and Maudsley NHS Foundation Trust w Londynie.

COVID-19wywiad ze specjalistą

koronawirus (COVID-19)

Komentarze są wyłączone.